,, Szli obok siebie - dwa niezależne kontynenty doświadczeń i uczuć , nieskłonni się porozumieć''
W. Golding
,,Zdawało
się, że nic nie jest w stanie przełamać granicy. Granicy, za którą obydwojgu
tym trudniej było przejść, że sami przekroczyli w życiu już niejedną. Tym razem
w ciemnym pokoju, gdy w tle ledwie słyszalne dźwięki melancholijnej jesienniej
melodii przypominały o mijającym czasie, spotkało się ich dwoje. Nieskłonni do
tego by zaufać komukolwiek i chociaż pozory relacji społecznych udawało im się
zachować na poziomie co najmniej zadowalającym, tak, to właśnie były pozory.
Każde z nich miało swoje, zupełnie odmienne życie gdzieś daleko od punktu, w
którym wspólnie stanęli w ten zimny wieczór. Nie wiedział, czy ma podać jej
rękę - nie wiedział czy chce czy może i czy ona tego chce. Pomimo, że dystans
między nimi był niewielki, przez chwilę poczuł jakby dzieliło ich naprawdę
wiele. Nie patrzyła zbyt wiele w jego oczy, być może się bała. Obawiała się
chwili, kiedy spoglądając w czyjeś oczy ujawniłaby cały ten strach jaki w niej
siedział. Miała go w sobie tak wiele - brak akceptacji, brak poczucia wspólnoty
a przede wszystkim strach przed ciągłym przymusem dążenia do perfekcji. Nigdy
nie czuła się dla kogoś dostatecznie dobra - dla niego absolutnie nigdy. Nie
był kimś, o kim miałaby śmiałość myśleć. A jednak tego późnego, mglistego
wieczora stała tutaj, choć nieskłonna, by pokonać granicę. Co ich tak
przerażało - dotyk, który właściwie można nawet kupić? Bliskość, która czasem
nie znaczy nic poza chwilą szaleństwa? To był chyba najbardziej niepoznany i
zarazem najbardziej ludzki skrawek bycia człowiekiem - strach przed drugim
człowiekiem. Strach przed tym jak bardzo może nas skrzywdzić, znając wszystkie
krzywdy i zadrapania, jakie w sobie nosimy. Dotknął jej ramienia, ze spuszczoną
głową obserwując, jak po jej ręce jego palce zsuwają się wzdłuż aż do dłoni. Cicho
i nieśmiało dwie zagubione istoty, skrajnie odmienne i skrajnie odległe próbowały
nawiązać kontakt, który nazwać można groteską i abstrakcją. Przeraziła się, że tak
niewiele znaczący gest mógłby ich otworzyć i z całej siły zapragnęła uciekać
jak najdalej, by wrócić do swojego niezmąconego spokoju i wtedy nie puścił jej.
Nie pozwolił. Muzyka cicho dawała o sobie znać a on położył drugą dłoń na
talii, milimetry, które znikały między nimi odmierzały wszystkie lęki i
zawahania. Wyciągnęła dłoń i paznokciami przeciągnęła po jego szyi, a opuszki
zaczęły wręcz parzyć. Bała się. On też się bał. Oparła głowę o jego bark, a ich
skromny taniec zamknął w sobie cały zamęt dwóch różnych dusz, wspomnień i
doświadczeń. ''
Dziękuję. To ta muzyka. Z nią lepiej smakuje.