Krótko, zwięźle i bez tematu, ciągnę swoje rozważania jak zawsze, chociaż ostatnio rzadko. Chyba trochę wybaczcie.
Chyba trochę bez czasu i mózgu.
,,Być może nie jest to normalne, że
zamiast podejmowania nowych wyzwań stoję ciągle w miejscu. Boję się. Cholernie
boję się, że upadnę, potknę się o własne nogi, a przecież powinnam wiedzieć, że
nie ma takich dróg, które byłyby proste i biegły bez przeszkód. Wydaje mi się
czasami, że jestem zupełnie zdesperowana, pozbawiona tych czynników
ograniczających, które trzymają mnie w ryzach, które w świadomości mam za
autorytety i główne hamulce, a czasami jestem zupełnie nieporadnym dzieckiem.
Nie chcę mówić o słabościach a jednocześnie chciałabym umieć je wykrzyczeć -
czy bycie zagubionym jest cechą wieku czy po prostu cechą osobniczą? Czy kiedy
minę jakąś magiczną granicę, to te bariery się rozstąpią czy nadal będę trwać
uwikłana w tysiące innych nieporozumień własnego ,,ja'' ? Bo z jednej strony
jest to całkiem zrozumiałe - człowiek pozostaje człowiekiem, nic nie jest w
stanie tego zmienić, zawsze jednym z oblicz egzystencji będzie przyrodzone
bycie istotą ludzką, jakkolwiek życie by się nie potoczyło. Być może chciałabym
wiedzieć, czy po latach będę mogła powiedzieć sobie, że żyłam jako prawdziwy
człowiek, który zostawił coś po sobie,
niezbywalnie, coś pięknego i zrozumiałego dla innych. Chyba nawet gdyby
wszyscy ludzie, których znam mieliby wymienić się z innymi. Módlmy się o to, by
w naszym życiu istniało więcej ludzi ,,niewymienialnych'' , nawet takich, na
których trafiasz, a może już kiedyś trafiłeś, a może dopiero trafisz, takich
ludzi, którzy odbierają telefony w nocy, rozśmieszają Cię dziwnym humorem
hermetycznych żartów, niezrozumiałym dla nikogo, którzy gotowi są przyjechać do
Ciebie z winem nawet wtedy, kiedy
zupełnie nie jest czas ani pora na wino. Boję się, że nigdy nikt o mnie tak nie
pomyśli, jak ja ciepło myślę o wszystkich tych cudownych ludziach, którzy mnie
spotkali i których spotkałam ja.
Chciałabym nie bać się tego, że
ktoś jest nieszczery. I nie wierzyć też we wszystkie słowa - pożegnać naiwność
raz na zawsze. Chciałabym być odporna na powierzchowność i słodką przelotność -
nie łapać szczegółów jak magnes. Chciałabym umieć objąć i podziękować za bycie
ze mną w jakiejkolwiek roli. Nie musieć się bać uczuć.
Chciałabym to kiedyś usłyszeć.
Chciałabym być tak ważna jak ludzie są dla mnie, chociaż to czasem niezdrowe.
Ponad wszystko chciałabym
wiedzieć, że zrobiłam dla nich w życiu coś, choćby namiastkę tego, co oni robią
dla mnie. Nieważne, w którym momencie życia się spotkaliśmy.''
I muzyka, jak zawsze.