"Każdy z nas przeżył coś, co nie powinno mieć nigdy miejsca."
Witam wszystkich moich czytelników. Dawno mnie tutaj nie było, prawda? Ani mnie ani Was, tak na dobrą sprawę. Nie szkodzi, wszyscy mieliśmy coś ważniejszego niż rozmyślania o sobie czy o kimś. Ja dzisiaj jednak postanowiłam napisać w końcu coś, po długiej przeprawie z sesją, z którą na szczęście udało mi się uporać bez większych problemów i zafundować sobie prawie 2 tygodnie ferii, coś co kiełkuje we mnie od dłuższej chwili. Co by nie mówić, nie miałam zwyczajnie czasu na siedzenie przy komputerze i robienie tego, co bardzo lubię, czyli pisanie dla siebie i dla innych. Jednak teraz kiedy wygrzebałam się zza sterty książek i zasłużenie odpoczęłam,mogę przedstawić to, o czym mówię. To co, zaczynamy?
,,Przyjacielu? Nie wiem, czy mogę powiedzieć Ci ,,dzień dobry''. Dla mnie to nie jest zbyt dobry dzień, chociaż wiedziałam, że nadejdzie. Przybliżałeś go z każdym swoim przekonaniem, że nigdy od Ciebie się nie odwrócę. Jeszcze pół roku temu mógłbyś być tego pewien,wiesz, przyjacielu? Tak nazywałam Cię przez wiele lat. Byłeś moim powiernikiem, stróżem, może czasem byłeś po prostu kimś, kto był przy mnie kiedy naprawdę świat zapadał się do środka i znikał. Kochałam Cię taką miłością, której nie można nazwać ani romantyczną ani przyjacielską, lecz wiem, że była miłością prawdziwą. Nigdy nie potrafiłam odmówić Ci rozmowy, bo w przyjaźni rozmowy stanowiły sens. Stanowiły środek do celu, a przynajmniej tak myślałam, gdy myślałam o Tobie, przyjacielu. Ty potrafiłeś odwrócić się ode mnie niejednokrotnie. Zapominałeś o mnie, wrzucając wszystko dookoła siebie razem z samym sobą w błędne koło wszystkiego, co Cię dręczyło. Zapominałeś mojego numeru telefonu i mojej twarzy, szybko i łatwo zadowalając się chwilą, przelotnymi twarzami, przelotnymi słowami. Nigdy nie myślałeś o nikim ta bardzo jak ja cierpliwie myślałam o Tobie, zakładając, że kiedyś Cię odzyskam, przyjacielu. Mając świadomość tego, jakim zepsutym elementem jest Twój umysł i jak bardzo przypominasz mi kogoś mi bliskiego, w kim całe życie szukałam oparcia, walczyłam o Ciebie, często po cichu. Jednak chyba muszę przyznać, że nie dałam z siebie wszystkiego. Nie odnalazłam w sobie zrozumienia dla tego, co Ty czułeś, a chyba już nie czułeś nic? Przecież nie ma przyjaźni, gdy nie pamiętasz barwy czyjegoś głosu. Nie odnalazłam zrozumienia dla chwilowych zrywów w momentach, gdy życie waliło Ci się na głowę i nie mogąc z nikim rozmawiać, nie mogąc przed nikim obnażyć swoich słabości, wybierałeś ten zakurzony, zapomniany numer. Zdesperowany o 4 rano próbowałeś przywołać moje słabości, a ja zawsze, zawsze umierałam w duszy o Ciebie. Kochałam Cię, przyjacielu, tą dziwną miłością, która nie pozwoliła mi widzieć w Tobie perfidii i zakłamania. Nie pozwoliła mi dostrzec wymuszeń i egoizmu jaki Cię przepełnia, przyjacielu. Ta miłość wyciągała mi wszystkie noże, które udało Ci się wbić w moje plecy, którymi chyba chciałam Cię osłonić. Może dlatego, że przyjaźń to troska nawet o kogoś, kogo już nie da się uratować? Porozmawiajmy przyjacielu o tym, jak wiele razy odtrąciłeś mnie i moje problemy zdawkowym ,,nie dałem rady''. Porozmawiajmy więc dziś szczerze o tym, że nic nie znaczy dla Ciebie kilka wiosen i i ciepłych dni, lodowatych zim, gdy wyciągałam Cię z ruiny człowieczeństwa, że nie ma dla Ciebie żadnych słów i żadnych znaczeń. To przykre, przyjacielu, że ostatni raz tak właśnie Cię nazywam.
constatnthine/A.Iwanek
Alan Walker - Faded
Sia - Move your body