,,Ostatnio obserwuję często zachowania ludzi dookoła mnie i dochodzę do wniosków, które odrobinę stają się dla mnie esencją tego co myślę.
Kiedy spoglądam na zdjęcia moich bliskich ale i dalekich znajomych i widzę, jak potrafią być szczęśliwi, może nie tyle mnie to przeraża, co raczej fakt, iż sama nigdy bym tak nie potrafiła. Nie jest kwestią to, że mam nieodpartą potrzebę bycia żoną czy narzeczoną, matką czy kochanką, nie, to raczej niespełniona potrzeba bycia akceptowaną. Ilekroć dzieje się w moim życiu coś, co mogłabym nazwać początkiem, koniec następuje szybciej, niż zdążę zdać sobie sprawę z chwili i z jej skutków - ba, można powiedzieć nawet, że skutki nie mają miejsca. Patrzę na ludzi i widzę splecione dłonie, wymieniane uśmiechy, czułość i troskę. Tymczasem cisza, która mnie otacza, nie ma żadnego związku z czułością. To raczej nieznośne oczekiwanie na coś, co nigdy ma się nie wydarzyć. Pomimo swojej długoletniej naiwności nauczyłam się, że zaangażowanie i otwarcie wobec niewłaściwych rodzajów ludzi prowadzi do pogłębiania stanu ciszy. Czy cisza może być głębsza? Osiągasz jej najwyższy poziom, gdy po raz kolejny na wielu płaszczyznach przekonasz się, że zaufanie nie ma żadnego znaczenia, jeśli okazuje się, że nie ma ku temu powodów. Tylko naiwni są ślepi na oczywiste przesłanki świadczące o tym, że będzie to błędem, by komuś zaufać. Wyolbrzymiam? Nie jest tak do końca.
Potrzeba akceptacji i przynależności realizuje się na różnych płaszczyznach i w różnych stanach emocjonalnych - nie można tego tak jednoznacznie określić. To nigdy nie jest tak, że osoba zaprzeczająca wszystkim związkom lub miłości, przynależności, przyjaźni, nie ma gdzieś na dnie siebie, nawet w najdalszym podświadomym pragnieniu myśli, że mogłaby te pragnienia realizować. Uciekając w inne aktywności, odsuwa, wypiera myśl, która nie będąc realizowana, prowadzi do niewiadomego pochodzenia frustracji i nerwic. Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, skąd biorą się wszystkie wasze niepowodzenia lub złe emocje? Być może istnieją w Was takie obszary, których jeszcze nie znacie. Ze strachu przed rozczarowaniem nie angażuje się w aktywności i w drugiego człowieka. Może czasami odsuwa się po to, by nie mieć poczucia wyrządzenia krzywdy drugiej osobie. Może to nie zawsze jest działanie ukierunkowane jedynie na czysty strach i egoizm. Czuję, że i we mnie jest cząstka, która prosi o emocje, ukradkowe spojrzenie, uśmiech, drobny gest i brak słów, gdy słowa są zbędne.
Może to właśnie o to chodzi, O to, żeby ktoś niezobowiązująco patrzył. By ktoś Cię słuchał i słyszał. By ktoś za Tobą szalał, a wcale o tym nie mówił. By było tak, jakby nie było, a jednak by było to wszystkim. Szkoda, że tu i teraz jest takie śmiertelne. Że kiedy właściwie myślisz o chwili, która się dzieje, tej chwili już nie ma, a Ty zastanawiasz się co poszło nie tak.''
Zachęcam? Pomyśleć.
Na podstawie mojego własnego wstępu do ,,Wstępu do psychoanalizy'' S. Freuda