,, Muzyka w tle pulsuje jak krew w tętnicach. Ciemno i cicho jest tylko w mojej głowie. Dochodzi czwarta nad ranem. Pewnie śpi, co mogłaby robić? Wódka, piwo, potem papieros i podpierając się o ścianę znów wracam do źródła tętniącego brzmieniem. Wziąłem coś czy mi się wydaje, że wziąłem albo w zasadzie zapomniałem zabrać. Głowy. Czwarta, za dziesięć, może dziewięć minut. Dobrze, że jeszcze mam ten zegarek na ręce, kolejny zresztą, kurwa nawet nie pamiętam za co sprzedałem poprzednie. Pewnie za to, co teraz tak rozsadza mi naczynia, pali od środka i jednocześnie każe mi widzieć jak wskazówki zegara powoli zwracają się ku równej porze. Przepijam gorycz w ustach kolejnym szotem i to na dobrą sprawę nic nie zmienia. A może zmienia wszystko? Nie wiem, czy już zgubiłem siebie czy jeszcze się szukam, ale chyba na tej drodze poszukiwania zakończą się na moim własnym pogrzebie. A ona? Czy ona jeszcze mnie szuka? Tchórzostwo czy duma, bo już sam nie wiem. Oczywiście moje, a oczywiście nigdy nie powiem tego głośno. Czy mogę to nazwać tylko impulsem, alkoholem i każdą chwilą ekstazy w moim krwiobiegu, czy może.. Nie wiem? Czuć może coś czuję. Na pewno czuję teraz alko. Pomiędzy dźwiękami przenikają słowa, które jakbym widział i mógł złapać, moja głowa już lekko świruje, wiruje i lawiruje, ale cholernie mi się to podoba i nie, nie skończę z tym, nie kurwa, nikt mi nie powie że mam skończyć. Piwo, czyje to piwo? Trzy łyki na odwagę. Mam telefon w ręce i ciągle pstrykam miliony głupich zdjęć albo kręcę filmiki i w sumie niech patrzą, jak się szlachta bawi, nie? Szot, odpalam fajkę i schodzę znowu po schodach, a popiół spada mi na spodnie. Pomogła mi je wybrać. A i co z tego? Mam ją gdzieś. Pewnie śpi. Tak cicho, wtulona w swoje ręce i poduszkę, jak zawsze. Włosy spadły jej na twarz i tylko jakaś niewidoczna siła mnie przytrzymuje, żeby ich nie odgarniać. Uderza mnie zimne powietrze z zewnątrz i jakbym oprzytomniał. Nie ma Cię. Gdzieś, mam Cię gdzieś. Pomarańczowy żar szybko kończy mojego papierosa, a ja szybko kończę siebie. Jakiś typ podchodzi i pyta, czy mam ogień, a ja trzymając jej zapalniczkę w ręce mówię, żeby spierdalał. Odwracam się i wracam do środka. Czwarta za cztery. Jakaś dziewczyna stoi na półpiętrze, sama. Nogi do nieba i długie brązowe włosy, podchodzę do niej, zagaduję, chwilę potem całujemy się. Ale to nie to. Nie ukradłem jej żadnego pocałunku, bo każdy mi oddała. Nie jak Ona, gdy z bijącym sercem obok mnie cicho czekaliśmy obydwoje, aż nasze usta choć na chwilę się dotkną. Zostawiam tą laskę, odwracając się na pięcie. Czwarta za jeden. Wirujące schody prowadzą mnie do męskiego kibla, gdzie spoglądam w lustro i widzę nędzę. W przekrwionych oczach widzę ją. Kurwa, muszę. Tylko jedno. To przecież nic nie znaczy. Czwarta zero zero, poszło.''