Cześć! Przyjechałam do domu. Trzy tygodnie w nowym miejscu, ale jednak tęskniłam za ciepłem mojego domu, jedzeniem mojej mamy i moim puchatym kocim grubaskiem. Generalnie, aż nie chce mi się wracać!
Bardzo jednak kusiło mnie, żeby tu wejść. I coś napisać. Przecież zaraz znów nie będę miała czasu, żeby chociaż wystukać tutaj parę zdań. Zatem, do dzieła!
,, Jedno okno. Widok wychodzi na kamienice, elewacja jednej z nich zupełnie porośnięta przez winorośl, teraz poddającą się podmuchom lodowatego wiatru. Siedzę w oknie, w mojej ręce dogasa pomarańczowy punkcik żaru, a dym unosząc się w górę, wpada do oczu i chyba tylko dlatego wyciska z oczu słone krople. Nawet ich nie ocieram. Liczę na to, że wysuszy je wiatr. Kilka chwil, wspólnych godzin i wręcz supernova szczęścia. I wiedziałam, że to będzie trwać tylko te dwa dni, a potem znów zawiesisz to w próżni. Później znów odwiesisz na haczyk do momentu, gdy będziesz potrzebował rozmowy. A ja nic nie wiem i gubię się jak dziecko, wiesz? Dziura w mojej głowie bezustannie wciąga do wnętrza siebie wszystkie inne myśli, a te wirują i nie pozwalają mi na nic innego niż na myślenie. Być może dlatego tak bardzo chcę wiatru, może on wywieje z mojej głowy te wszystkie toksyny, które udało Ci się we mnie zaszczepić. Nikt nie mówi, że nie potrzebowałam tej dawki trucizny, a zdając sobie sprawę z tego, że bardziej mnie to zabije, czekałam, jak sadystka, czekałam aż Twoje ponowne istnienie popłynie w moich żyłach. Zły zjazd, tak mogę to nazwać. Nie mogę, boję się odpowiedzieć na Twoje 'Co Ci, Mała?'' mojego ,,To, że chcę żebyś mnie objął, pogłaskał i zapewnił, że nie wiem jakby było, byłoby.'' Nigdy się na to nie odważę, bo zżera mnie strach przed odrzuceniem. A przecież wiem co usłyszę. I nie będzie to właśnie to.''