Dawno znów mnie tu nie było, ale w związku z tym, że już muszę i chcę się pochwalić, że zostałam licencjonowanym ratownikiem medycznym, dziś przeżyłam również swoją pierwszą reanimację na ulicy, a za dwa miesiące wyjeżdżam rozpocząć nowe życie w Krakowie, to raczej wszystko jest doskonale. Pomijam parę małych zawirowań w moim życiu, bo z perspektywy czasu wydadzą się nieistotne, tak uważam. Nie będę się rozpisywać prywatnie, bo wszystko co najważniejsze zostało już powiedziane, natomiast chciałabym zamieścić tu coś, co od dłuższego czasu chodzi mi po głowie
i odrobinę spokoju nie daje, a jeśli już szuka ujścia, to powinno się znaleźć tutaj. Im więcej osób to przeczyta, tym moje wewnętrzne szaleństwo będzie spokojniejsze. O ile szaleństwo może być spokojne. Małe, śmieszne, spokojne szaleństwo.
Zapraszam.
,,Nic nie miała. Nie w sensie posiadania, lecz w sensie myśli. Nie miała ani jednej myśli, którą chciałaby przywołać. Jednak mogła. Z tego wszystkiego przypomniała sobie siebie od początku czasów, gdy nagle miłość stała się dla niej wielkim sensem wszystkiego. Chociaż żałowała, że dała jej pierwsze miejsce w swoim życiu, to uznała, że nic nie stoi teraz na przeszkodzie, żeby wrócić na chwilę. Tylko raz kochała. Reszta była raczej mirażem, uznawaniem za miłość uczuć, które rodziły się z bliskości, miłych słów i spacerów. Tylko raz wpuściła miłość do serca i to w młodym wieku, a to nie pozwoliło jej życiu toczyć się inaczej. Czasem inaczej nawet, niż sama by tego chciała.
Pamiętała, jak pierwszy raz poszła na spacer, a po nim dostała pierwszy pocałunek, choć nie taki o jakim myślała, że będzie. Pamiętała też, jak tańczyła potem w szkole, a On pocałował ją w szyję i przyszła miłość. I zaraz potem pamiętała, że potrafiła przesiedzieć cały dzień na kamieniołomie i mówić o wiewiórkach. Miłość była, a ona pamiętała, że pocałowała się w czasie ulewy nad zalewem, a zaraz to przerodziło się we wspomnienie o wspólnych studniówkach. Mimo tego wszystkiego pamiętała też, że pewnego lata przeżyła szalone chwile i pamiętała, jak o północy siedziała na łące przy pełni księżyca. A miłość ciągle była obok. Nagle przyszło jej do głowy też to, jak do trzeciej w nocy rozmawiała na skype i mówiła, że nigdy z nikim tak jak tu. I to dało potem początek wspomnieniu o wakacjach w Bieszczadach. Jednak nagle przypomniała sobie, że przez jeden wieczór poczuła się szczęśliwa, pamiętana i chciana, a następnego dnia oszukana choć nadal zakochana. I to była miłość. I dotarło do niej, że też pamięta jak półtora roku jej nie było. I nagle coś na jej kształt dało jej myśl o tym, jak o drugiej w nocy siedziała w samochodzie i oglądała gwiazdy, wtulona w ramiona, które chciała nazywać swoimi. Pamiętała, że nazwał ją swoją, trzymał za rękę nawet gdy prowadził samochód i chodził taki dumny, gdy byli gdzieś razem. I nagle dotarło do niej, że nazwał ją niewartą zachodu.
Nie miała nic. Nie była to kwestia posiadania, chociaż przez chwilę poczuła, że i posiadania jej brakuje. Miłości nie było, a ona uznała, że z perspektywy czasu lepiej, że jej nie ma. Nie poświęciłaby dla niej już niczego więcej.''
constanthine/O.
Jarryd James - Do you remember do posłuchania, moi mili.