Witajcie! Ja wiem, że ostatnio zaniedbuję bloga, ale mam miliard innych rzeczy na głowie i w sumie jakoś przeszła mi też wena. Dziś, nie inaczej, tez jej nie mam, ale sięgając po kartki znalazłam dawno nieotwierany zeszyt z moimi wierszami.. Sprzed bardzo długiego okresu czasu. Czytam, widzę w tym wiele swojej duszy ale też wiele dziecka, którym byłam. To może dlatego chcę się tym podzielić? Że gdzieś jeszcze w głębi mojej duszy siedzi to śmieszne dziecko, które pisało wiersze w wielkich zeszytach i niepotrzebnie się zakochiwało mocniej, niż przewiduje ustawa.
Miłego (?) odbioru.
***
Stałam się już zupełnie obojętna
patrząc gdzieś,
gdzie nie dosięgniesz.
Chciałam zachować nutę Twych ust,
zapach słów,
chciałam zamknąć je i wprawić w ruch,
słyszeć szmer uciekających liter Twojego
imienia.
Chciałam znów pozbyć się zdjęć
I dni,
które przypominają mi ból Twych oczu
winnych losu, winnych błękitu,
którym są.
Chciałam aby ten wiersz
zabrał mi Cię
do chmur, gdzie mogłabym zamknąć raz
duszy drzwi i nie słyszeć kołatania
snu, w którym pytałeś o nasze
niebo na ziemi.
Chciałam, byś nie pytał już.
Stałam przy moście, cień pierwszego pocałunku
jeszcze tam był,
Byłeś też Ty,
to nic,
Nie trzeba mi słów, chciałam byś odszedł,
lecz proszę, 2 sekundy już bądź tu. 16.01.2011
*W ciszy*
Zatopiona w oczach ciszy,
która wokół Nas trwa,
może nikt jej nie słyszał i usłyszeć nie chce,
każdy mija nas obojętnie.
W zmąconych wodach świata
krzyk i wrzask modlitw,
Wyrywam się z ich szponów,
Mam prawo do życia we własnym niebie!
Zatopiona w oczach ciszy,
Słyszysz? Szept śpiewa tę samą melodię do ucha,
Anielskim skrzydłem otulona
chcę trwać... Patrz jak zatrzymał się czas,
Jest tylko Zamkowa, Ty i Ja.
Zaklętych słów czar,
Odwracam wzrok i widzę,
Mój śmiech, mój oczu blask, świt,
kolejny oddech,
Cóż? Anielskich piór deszcz,
Cud.
Chyba nie ma większego cudu niż to,
że zjawiłeś się i potajemnie
skradłeś mi miłość. 13.12.2008
I jeden z moich ulubionych:
*Krzyk*
Pod piersią zimna jak lód bryła
Uczucia pod szarą taflą skryła
Bez przyzwolenia, niedokończone
Padają zabite słowa ranione,
Sensem bezsensu tego mordu
nie jest pobicie zakładu, rekordu,
lecz czas wprost wspaniale się z sercem zabawia,
Szykując truciznę, bezmiarem doprawia
tęsknoty, marzeń i wiecznej gonitwy,
we wnętrzu małej i dużej bitwy.
Zatoka krwawa co w kartkę się wlała,
miesiące za dniami się poniewierała
Na papier krzyk swój ponownie przenoszę,
o ciszy garść w sercu mym proszę. 2.10.2009