Cześć wszystkim, witam. Dzisiaj nieoczekiwanie postanowiłam coś napisać, sama nie wiem skąd ten nagły zryw. A może wiem, ale nie przypuszczałam, że obróci się to w wenę.. No nic, jak to ja, wszystko wylewam przez słowa. Kompulsywna potrzeba pisania. To podobno choroba psychiczna?
Nie wiem, ale wydaje mi się, że ostatnio odrobinę zwariowałam w jednym kawałku mojej duszy, a czemu? A nie z innego powodu, tylko z tego, że nie mogę zrozumieć jak można być bez serca. A można.
Zapraszam.
,, Wierzysz w coś przez wiele lat, pielęgnujesz to, zaprzątasz sobie tym głowę i zajmujesz każdą wolną godzinę,ba, minutę dnia, tylko po to, by przypadkiem nie uleciało gdzieś w niebyt. Czemu? Właściwie chyba zbyt wiele lat minęło,byś mogła jeszcze w to wierzyć, a jednak iskra nadziei co jakiś czas odradza się w Twojej głowie. Ile zatem tych lat już było? 6? Jesteś chyba niepoważna. Nie mów mi, że nie zapomniałaś jeszcze i że znowu to rozpamiętujesz, nie bądź śmieszna bardziej niż cała ta sytuacja. Siedzisz i mącisz sobie w głowie, czy nie tak? Wierzyłaś bardzo długo, że Twoje słowa mają jakąś moc i zmienią tę ciszę między Wami. Miały? Nie. Przecież wiesz, że nigdy nie wywarły na nim żadnego wrażenia. Potem myślałaś, że Twoje wiersze i cała Twoja paplanina umieszczona gdzieś w jednym miejscu przywoła mu wspomnienia. I co? Aż ciśnie się na usta niecenzuralne słowo, ale po co, jesteś dorosła. Chociaż Ty się tak zachowuj. W ostatnim akcie desperacji kurczowo trzymałaś się piosenek ze ,,znaczącymi'' tekstami i ckliwych cytatów. Pomogło? No nie bądź głupia, oczywiście że nie. Dobrze wiesz, że jedyne co go przywoływało za każdym razem, to cisza, której sam dał Ci aż nadmiar, a Ty wierzyłaś, że Cię kocha. Kocha? Może to za dużo powiedziane, ale że chociaż o Tobie pamięta. Ilu odepchnęłaś? Ilu nie dałaś szansy? Ilu uśmiechów przez te 6 lat nie odwzajemniłaś, bo czekałaś na ten jeden cholerny, dobrze znany półuśmiech? Nie umiesz nawet policzyć, bo to tak żałośnie wiele. Chcę Ci tylko powiedzieć, że to co przeleciało Ci przez palce już nie wróci, a jeśli nic lepszego do Ciebie nie przyjdzie, to możesz jedynie mieć pretensje do siebie samej. Ale po co? Miałaś je przez ostatnie 6 lat, o to, że popełniłaś błąd, o to co zrobiłaś źle, o to że płoszyłaś go za każdym razem swoją tęsknotą, że za dużo pisałaś, gdy w ciągu tych lat odezwał się dosłownie 5 razy, gdy wydzielał Ci siebie a Ty czekałaś jak wierny pies z poczuciem, że to wszystko jest jak przesłodzony scenariusz rodem z amerykańskiego romansidła. Podsumował Cię kiedyś doskonale, że jesteś śmiesznie żałosna i miał rację. W końcu udało mu się robić Cię na prawo i na lewo, bez skrupułów manipulować i przypominać sobie o Tobie, gdy już nikt nie chciał z nim rozmawiać. I wiedział dokładnie w który punkt uderzyć, byś posłuchała i uwierzyła i by Cię cholernie bolało, bo on to lubił. O Boże, jaka Ty byłaś naiwna, wierząc w niego. To nie wiesz, że byłaś tylko jedną z wielu? Bo ja już wiem, że byłaś.''