Wrze(sień) w głowie

  Witam serdecznie wszystkich dzisiaj, szczególnie tych, którzy jutro zasiądą w szkolnych ławach. Ponieważ nie należę do tej zacnej grupy od lat dwóch, mam nadzieję, że jutrzejszy dzień okaże się dla was początkiem kolejnego wspaniałego roku w szkole. Pamiętajcie, że to nie tylko nauka, to przyjaźnie, miłości i wiele niezapomnianych wspomnień na długie lata, ale podejrzewam, że to docenicie dopiero po czasie. Mimo wszystko, miłej nauki, Robaczki!
Ja jeszcze miesiąc na poukładanie sobie wszystkiego. Na to, co chcę napisać w pracy licencjackiej, na to, jak będę i ile się uczyć, jak zdam egzamin, jak bardzo zajmę się w końcu sobą i swoimi myślami. A dzisiaj kupiłam sobie ciuchy za pierwsze, własną pracą zarobione pieniądze i nawet nie wiecie, jaką miałam radochę, że na coś sama zarobiłam. Chyba jestem trochę próżna, że się tym chwalę, ale pamiętajcie, nigdy nie trzeba być fałszywie skromnym, a jeśli coś sprawia mi radość, to czemu tego nie okazać? 

  Ostatnio poniósł mnie tu wiersz. Dzisiaj mam taki krótki fragment, inspirowany wieloma rozmowami z moim przyjacielem, a ponieważ wiem, że on też lubi czytać historie i wiersze, to będzie zadowolony z tej interpretacji. Ja nigdy nie jestem z nich zadowolona do końca. (: Miałam sporo czasu na przemyślenia ostatnio, gdy poniekąd odrobinę zgubiłam się będąc w Krakowie. Ale to przecież ja,choć myślałam, że zmysł orientacji w terenie mam nienaganny. A czemu wrze się w głowie? Oj, to przecież prosta odpowiedź. Znajdź ją sam/sama. 


,,Przez przymknięte powieki widział światło odbijające się od masek szeregu samochodów ustawionych przy krawężniku po drugiej stronie ulicy. Jego ciężkie ciało zdawało się zatapiać w fotel, a ciepło stygnącego samochodu unosiło się zatrzymując w połowie i gęstniało, tak, jakby chciało pozwolić pokroić się na kawałki. Dłonie trzymał na kierownicy, a głowę oparł o zagłówek. Cisza. Nie włączył żadnej muzyki, chociaż przez chwilę myślał, czy nie utonąć w ,,Spadam'' Pezeta. To chyba zbyt dziecinne? Wystarczy mi, pomyślał. Wysiadł z auta i uderzył go chłód listopadowej nocy. Prosto w twarz. Zupełnie jak jej słowa o tym, że w niego wierzy. Nie spodziewał się już, że po tym, co robił i jak postępował z ludźmi, ktokolwiek zechce w niego uwierzyć. A ona ciągle gdzieś stała obok, pomimo, że wielokrotnie ją odpychał od siebie i starał się zatopić jej twarz w butelce wódki. Nie widział już w niej nikogo ponad przyjaciółkę, ale wiedział, że poniekąd też bez niej nie byłoby go tu, przy swoim samochodzie, całego i zdrowego, może czasem zbyt pyskatego, zbyt bezczelnego, czasem zbyt romantycznego i kruchego, ale jego całego. Poczuł, że znów był na tyle głupi, by teraz wracać na totalnym kacu pod swój blok i by zamykać się w sobie dla zupełnie beznadziejnej sprawy. Znów miał ,,swój dół''. Spojrzał na swoją rękę. Postać spoglądająca na niego miała jej oczy. Była pod jego skórą, głęboko, wlewała się tuszem wprost w jego ciało. Pamiętał jak bolało, pamiętał, jak nie mógł wytrzymać, a potem już tylko była, jak blizna zatopiona w nim na zawsze. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że żaden ból fizyczny nie był wstanie odzwierciedlić tego, co czuł w duszy. Jak bardzo wydawało mu się, że nie ma nikogo, kto by w niego wierzył, kto widziałby zmiany i jak mocno musiał się hamować, by nie wybuchnąć bezmyślną furią na środku osiedlowej drogi, w zaciszu uśpionych bloków. Nie wiedział, czy ma po co dzwonić do kogokolwiek, była godzina 3:40 a czas zdawał się nie drgnąć z miejsca od dobrych kilkunastu godzin. Właściwie nie chciał. A może chciał i nie chciał? Wyciągnął z bagażnika Jacka Daniells'a. Odkręcił i wyrzucił zakrętkę, wiedział, że tej nocy i tak nie będzie już potrzebna. Ciemne szyby zaparkowanych samochodów odbiły smutną, zagubioną postać po środku listopadowej nocy.'' 
constanthine
for lighters' thief

Dziś co? 30 Seconds to Mars - The Hurricane