Cześć moi kochani, witam! Jadę, ach jadę. Uśmiech przed początkiem przygody, która zaczyna się o 1 w nocy 17 września. Zasłużone wakacje. Gdzie?
 |
| Portugal! |
Nad pięknym oceanem. I kiedyś wrócę, obiecuję. Długa podróż, ale warta zachodu. I co fajniejsze, lecę przez Paryż. Szkoda, że nie będę miała na tyle czasu, by pójść w swoje ukochane miejsca... Odbiję sobie w zimie.
Portugalia. Niewielkie państwo Półwyspu Iberyjskiego ze stolicą w Lizbonie. Językiem urzędowym jest portugalski, co zapewne nie dziwi, a który w swoim brzmieniu jest dosyć podobny do hiszpańskiego, choć moim skromnym zdaniem trudniejszy do nauki i wymowy. Kraj, w którym cytryny i pomarańcze rosną w przydomowych ogródkach,a ludziom z twarzy nie schodzi uśmiech. Z czym mi się kojarzy? Z radością, błękitem, bielą i ochrą, ogromnymi rododendronami, świeżym sokiem z pomarańczy, grillowanymi rybami, ciastami z marchewki i marcepanu, a przede wszystkim z serdecznymi ludźmi. Kraj ludzi skrajnie biednych i skrajnie bogatych, o miejscach, w których ludzie mieszkają nadal w lepiankach oraz tych, którzy mają wille. Kraj kolorów, ciepła i braku śniegu. I ja, znów w nim. Konkretnie w małym Faro, które jest ,,bramą'' do Algarve, regionu Portugalii położonego na chyba najdalej wysuniętym europejskim fragmencie lądu. Podobno w słoneczne dni, gdy nie ma mgły widać Gibraltar. A może to tylko plotki... ;)
Mam nadzieję, że i Wy dobrze spędzacie wakacje. W duchu odpoczynku i relaksu przed studiami.. A tym, którzy już w szkole życzę sukcesów. I za tą ciężką pracę teraz kiedyś otrzymacie 3 miesiące wakacji, obiecuję. :)
Jak 6 lat temu tak i teraz będę tam rozmyślać nad sensem. Uwierzcie mi, szum oceanu temu doskonale sprzyja i gdy tylko będę miała okazję, to wymknę się na plażę. Poza tym planuję umocnić rodzinne więzy. Bo to najwyższa pora.
Nie wiem, czy umiałabym teraz opisać to, co wtedy miałam w głowie, ale wtedy chyba jeszcze tylko marzyłam o pięknej miłości, wpatrując się w horyzont. Teraz.. Teraz może dowiem się więcej o sobie samej, o tym, że nie muszę marzyć monotematycznie i że jestem zdolna do nakreślenia lepszej samooceny. Tyle planów, a jedna osoba do realizacji.. Trzymajcie kciuki.
Dzisiaj żegnam się na dwa tygodnie, mam nadzieję dużo zobaczyć i dużo doświadczyć, również duchowo. Ale przecież nie ma po co się nastawiać, niech się dzieje. Najlepiej się zakochiwać spontanicznie. W kraju. W kulturze. W uśmiechach.