Witajcie kochani. Ostatnio nie wchodziłam tutaj, bo najzwyczajniej nie miałam czasu, ale po części ułożyłam sobie w głowie, co chcę Wam dzisiaj przekazać. Mam nadzieję, że wszystko u Was w porządku.
Ten tydzień jest dobry. Poczułam się niezmiernie dowartościowana faktem, że w końcu ktoś zauważył to co piszę i zechciał udostępnić mnie na wirtualnej Tablicy. Przeczytało mnie wiele osób, prawie 120 polubiło. To dla mnie duże osiągnięcie, poczułam się doceniona i bardzo dziękuję Piotrowi Tokarzowi (Silent Soul) za to, że w natłoku swoich spraw i w ogromie swojego talentu zauważył mój sposób myślenia i wyrażania emocji.
A teraz to, o czym myślałam ostatnio. Nie wszyscy z Was wiedzą, że jestem zakochana bez pamięci w pewnym mieście. Możecie domyślić się po tytule dzisiejszego posta, że moją odwieczną miłością jest Paryż z całym swoim blaskiem i pięknem. Ci, którzy byli w tym mieście, podobno mają ,,syndrom paryski'' czyli uczucie ogromnego rozczarowania Paryżem, ponieważ zupełnie inaczej przedstawiany jest na fotografiach i filmach, ale gdy w końcu się go odwiedzi, zaskakuje ilością śmieci, zgiełkiem i różnorodnością rasową, co czasami potrafi przysporzyć kłopotów. Mimo wszystko kocham to miejsce. Z całą jego multikulturowością, szaleństwem, mnóstwem miejsc, które można zobaczyć ale w których można się też zaszyć i po prostu odetchnąć Paryżem. Tam metro pachnie tysiącem zapachów, wieża Eiffela nie stoi w takim pięknym otoczeniu, a tuż przed ruchliwą ulicą, jednak ciągle zachwyca i nigdy nie przestanie mnie dziwić fakt, jak bardzo kocham poranki na Bd. Davout, gdy otwierając okiennice słyszę francuskie kłótnie, żarty i codzienne rozmowy. I jak wspaniale jest, gdy można wstać o 8 i iść do piekarni za rogiem po ciepłą, chrupiącą bagietkę, której polska podróbka w żadnym stopniu nie przypomina. Osiem razy tam. Tylko jednym słowem można opisać te niezliczone niespodzianki - Paris!

Mam dla Was coś krótkiego. Po prostu przyszło mi na myśl. W moim osobistym Paryżu byłam tak wiele razy, w rzeczywistym nie byłam i nie będę. Marzenia do przodu.
,, Przechodzę przez Champs Elysees. Spoglądam na Łuk i myślę, że chyba nigdy nie byłam u góry. Mogłabym pójść na górę sama.. Mogłabym. Przechodzę obok tej wielkiej Sephory, z której dociera do mnie oszałamiająca mieszanka wszelakich zapachów, ale nie znajduję w nim Twojego. Twój zapach był niepowtarzalny, nietuzinkowy, niespotykany. Niepowtarzalny, bo to co się zdarzyło, nigdy się już nie powtórzyło. Nietuzinkowy, bo nikt nigdy nie pachniał tak jak Ty. Niespotykany, bo nie spotkałam Cię już nigdy więcej, a mogłabym, pomiędzy jedną a drugą z ulic Montmarte, gdzie kolorowe płótna i niezliczone nogi sztalug zlewają się w jedno barwne widowisko, a Twój półuśmiech stałby się doskonałym dopełnieniem mojego niespełnionego Paryża. Bo nawet nie wiesz, a byłeś tam tyle razy, gdzie ja byłam samotnie zatopiona w muzyce i myśli o tym, że to miasto mogło nie być tylko urną dla niespełnionych marzeń, ale skarbnicą wspomnień zapisanych w głowach i na zdjęciach, które przy wieczornej mocnej herbacie rozrzucalibyśmy po podłodze. Może wtedy wiedziałbyś, że nie znoszę makaroników, czyli tych ślicznych, okrągłych, kolorowych ciasteczek, a zamiast nich wolę krewetki i francuskie kanały z muzyką. Może wtedy wiedziałbyś jak kocham. Paryż. Ciebie.''
constanthine/Aleksandra Iwanek
Na nocne odpoczywanie. Milky Chance - Stolen dance (Flic Flac edit) Royksopp - Something in my heart (ft. Jamie Irrepressible)