Witam wszystkich moich czytelników. Dzisiaj chyba bardzo pusty i nieskończony jak zero stan wyświetleń zmusił mnie, by się tu zjawić. Zmusił.. To chyba złe słowo. Nikt nie zmusza mnie do tego, co tutaj robię.
Wiecie co zauważyłam? Ludzie mają tendencję do aprobowania, uznawania znamion osobistej twórczości należącej do tych, którzy przedstawiają się pod pseudonimem. Ja na samym początku zakładania mojego bloga zastanawiałam się, czy opłaca się ujawniać, podpisywać imieniem i nazwiskiem. Może myślałam o tym w obawie przed ośmieszeniem, rozważałam również umieszczenie tu dość osobistych zapisków, historii, którą chciałam się podzielić, ale nie mogę tego zrobić pod swoim imieniem i nazwiskiem. Nie mogę, nie chcę.. Nie wiem. To śmieszne, opisywać czasem mdłe historyjki rodem z harlekina. Osobiście nie uważam, by ta historia miała cokolwiek wspólnego z harlekinem, bynajmniej. Nie odważę się jej nigdy opublikować, wystarczy, że miała już swój czas i miejsce w rzeczywistości. Tak chyba jest lepiej. Miłość w zapiskach jest pospolita. Wracając do głównego wątku mojego dzisiejszego posta, zauważyłam, że za każdym razem, gdy publikuję coś na wirtualnej Tablicy i nie podpisuję tego swoim imieniem i nazwiskiem (ponieważ gdy publikuję czyjeś teksty, zawsze to robię, to dla mnie kultura wykorzystywania czyiś myśli i tego zawsze sobie życzę, gdy ktoś chce użyć mojego tekstu) to mój post spotyka się z odzewem, popularnymi ,,lajkami'', pozytywnym odbiorem w większym gronie. Zawsze wtedy jednak, gdy opublikuję coś sygnując się swoim nazwiskiem, ludzie już nie są tacy entuzjastyczni. Czy to mnie boli? Zastanawiam się coraz częściej o co w tym chodzi. Być może ja jestem nikim w świecie literackim, moje pisanie to zwykła amatorszczyzna, ale słuchajcie, nie sposób nie zauważyć, jak wielką zazdrość wśród niektórych czytelników ( w tym momencie mówię ogólnie, nie o moim blogu personalnie) wzbudza fakt, że ktoś inny dobrze sobie radzi, potrafi zachłannie obserwować i doskonale przelewać swoje myśli ułożone w słowa na papier/elektroniczne strony. Osobiście uważam, że pomimo mojego amatorskiego statusu pośród tysięcy blogów i artystów, warto podpisywać się imieniem i nazwiskiem. Myślę, że to nie ilość ,,lajków'' świadczy o tym, jak mocno twórczość do kogoś trafia. Mnie uszczęśliwiają łzy w oczach, uśmiech na twarzy i dreszcze na skórze. W realnym świecie.
Tytuł dzisiejszego posta? Dla Was tych, którzy czytali i którzy jeszcze nie mieli okazji. Ściskam Was mocno. Dziękuję, że wpadacie do mnie.
,, Gubimy się w nieprawdziwości swojego losu. Tak bardzo chcemy udowodnić światu swoje szczęście, że w dokładnie odwrotny sposób obnażamy przed nim całą słabość i niedomaganie. Przyklejając sztuczny uśmiech, z każdym dniem krążymy bliżej zagłady niż zbłąkana ćma nad ogniem świecy. Mówimy, że przecież jest pięknie, gdy w nocy gryziemy ściany z bólu. I nie szukamy lekarstwa. Lubimy żyć i cierpieć, choć też temu zaprzeczymy.''
Aleksandra Iwanek/constanthine
BASTILLE ft. Ella Eyre - No angels