Witajcie, cześć.
Jest dobrze? Musi być dobrze. Musi być lepiej, bo zawsze trzeba patrzeć przed siebie, a nie wstecz. Musi być wspaniale, bo każdy dzień może być dniem, gdy rozpoczniemy coś nowego.
Przecież w końcu nadchodzi ten dzień, gdy wracasz do tego, co sprawiło, że się poddałeś, obcinasz włosy albo przestajesz coś jeść. Wracasz do momentu, gdy nie kochasz i nie jesteś kochany. I po prostu żyjesz na nowo.
Chciałam napisać Wam znów jakiś fragmencik. Dajcie mi w końcu znać, jak mi to wyszło. Miał być o czym innym, ale przecież... Nie wszystko musi być nowe.
,, Zaskakujące jest to, jak szybko stajemy się nikim, gdy przez chwilę, być może krótką, jak mgnienie oka, byliśmy wszystkim. Nie ma nigdy dobrego czasu ani miejsca, by coś zmienić, ale nawet najboleśniejsza zmiana okazuje się później wyjść na zdrowie. Zaledwie jedna chwila jest cienką granicą pomiędzy słowami, pomiędzy powieką a okiem, tak cienką, jak w tym momencie zdaje się być cały ten czas przed tą chwilą i tak ciężką, jak sekundę przed świtem. Nie zna się czasu, który mógłby wydawać się dobrym, by coś zmienić i zaplanować zmianę. Zmiana musi przyjść, musi chcieć się zjawić, ponieważ wywoływanie jej nigdy nie pozwala zyskać tych kilku minut czasu. Każda zmiana boli. Każda zmiana uwiera niemiłosiernie najmniejszy zakamarek duszy, zupełnie jak drzazga wbita przypadkiem tuż pod skórę, denerwuje i zmusza do zastanowienia - czy na pewno jej chcieliśmy. Ja jestem pewna swoich zmian. Trzymam się swoich obietnic dla samej siebie, ponieważ pragnęłam znaleźć się w tym miejscu, w którym jestem teraz. Nie znałam czasu i nie chciałam go szukać - on po prostu sam się znalazł. Czy zaboli fakt, że kolejny raz zaczyna się od zera? Od cichych, samotnych wieczorów? Zasada jest prosta, iż nie powinno boleć nic czego chcieliśmy. To nie żal za czymś znajomym prowokuje do odwrotu, a jedynie strach przed niepoznanym. Trzeba jednak trwać w tym, czego chcieliśmy. To jedynie nasze pragnienia doprowadzą nas z kolejnego z wielu początków do tego ostatecznego celu na końcu.''
A. Iwanek
egzystencjonalizm. słodko. a dla Was piosenka, która mnie po prostu ożywia i męczę ją już do szaleństwa Matthew and The Atlas - I followed fires