No bo jutro mam egzamin

   Witajcie, moi kochani! Ale to wszystko zaniedbałam... Styczeń, czas wytężonej pracy, koniec semestru zimowego, sesja już dla mnie u schyłku i własnie dlatego, że jutro mam ostatni egzamin ( a żeby było przyjemnie, pierwszy i ostatni) to postanowiłam już porzucić notatki i napisać coś...  Coś od siebie. 

   Przez długi czas zastanawiałam się nad swoimi umiejętnościami twórczymi. Otóż co wynikło z moich przemyśleń : ja jak to ja, nigdy nie będę dla siebie wystarczająco dobra. Od wielu lat zmagam się ciągle ze swoim poczuciem zakompleksienia i niedomagania. Nigdy nie wydawałam się sobie absolutnie taka, jaką chciałabym być, a chyba wynika to z mojego ciągłego porównywania się do innych. Przez długi czas nie przekonywało mnie też to, że każdy człowiek może być inny. Nadal nie przekonuje. Abstrahując od moich osobistych zarzutów, myślę, że moja poezja nie jest i nigdy nie będzie taką, jaką chciałabym ją widzieć, a nadal nie wiem, jaką chcielibyście widzieć ją Wy. Zawsze starałam się przelewać w nią całą siebie, ale przecież pisać każdy może i kto by się nie chwycił pióra, potrafi coś nasmarować. Tak, kolejny raz pomyliłam się ze swoją wyjątkowością. Nie dziwi mnie to wcale. :) 

   Ostatnio pałętały mi się po głowie myśli różnego gatunku i postanowiłam sklecić z nich coś krótkiego na kształt monologu. Ten tekst jest o charakterze jak najbardziej neutralnym, ale proszę Was, jak zawsze, poszukujcie tam siebie. Miłego czytania! 

,, Pokój ogarnięty był zupełną ciemnością. Nie miało to znaczenia czy miała powieki zamknięte czy trzymała je otwarte, jedynym co widziała była wszechogarniająca ciemność. Oczy nie zdążyły jeszcze przyzwyczaić się do mroku, a ona czuła, że przez następne trzy godziny nie zdoła usnąć przez tę galopadę myśli w głowie. Przewracając się niespokojnie na poduszce starała się zagłuszyć każdy głos, który podpowiadał jej, że musi to w końcu uporządkować, jakoś pozbierać. Wcisnęła słuchawki w uszy i szybko wybrała jakiś kawałek, który kojarzył jej się ze szczenięcymi latami gimnazjum. Czy nie jestem już za stara na tą dziecinadę? - szepnęła do siebie - Nie dość, że głosy w głowie to jeszcze sama do siebie gadam. Schizofreniczna paranoja  - Przymknęła oczy i wsłuchała się w dźwięk. Zaczęła zdawać sobie sprawę, że nic w jej życiu nie potoczyło się tak jak tego pragnęła, a ona nie kiwnęła palcem by to zmienić. Poczuła się bezwartościowa i okrutnie samotna, tak samotna, że nawet poduszka nie była w stanie przyjąć jej kurczowego uścisku i niesionego z nim żalu ciszy. Nie lubiła mówić zbyt wiele o sobie, wolała słuchać o innych i pomagać im, bo to sprawiało jej radość. Kochała dawać pomoc, ale nigdy o nią nie prosiła. Nie była nachalna ani natarczywa, wolała sama znosić złość i bezsilności. Z każdym kolejnym dźwiękiem uświadamiała sobie, że nie była taka, jaką chcieli ją widzieć. Nie słuchała tej samej muzyki, nie podążała za trendami, nie szukała sensacji w niczym i w nikim, nie znajdowała uciechy w kłótniach i sporach, a jej poczucie humoru rozumiane było tylko przez wybiórcze jednostki. Wiedziała, czemu nie była chciana. Po prostu zbyt mocno kochała i zbyt mocno pragnęła miłości. Nigdy nie starała się być zimną jędzą, która odpycha i rani dla własnej dzikiej uciechy, próbowała jedynie pokazać swoją duszę, a serce podawała na talerzu, przez co było tak nieodporne na wszystkie czynniki. Leżąc w ciemnym pokoju z twarzą mokrą od niespodziewanych łez uświadomiła sobie, że zbyt szybko pozwoliła się poznać, nie była pieprzoną tajemnicą, fenomenem, jakiego się spodziewano. Zrozumiała, że nie była po prostu fascynująca, nie słuchała indie rocka i nie rozumiała, że wolność i niezależność stoją ponad wsparciem i zaangażowaniem. Ponad chęcią walki. Ponad bezwarunkową miłością. Odwróciła się na wznak i patrząc w szarawy sufit zrozumiała, że nie jest warta tej wzniosłej miłości, którą jej wyznano. Rąbkiem kołdry starła niechcianą wilgoć z twarzy i cicho pociągając nosem naciągnęła pościel na głowę. Ucieczka w sen rozmyła jej skotłowane myśli.'' 

Ellie Goulding - Figure 8    lubię ósemki.