Cześć Wam wszystkim, zakochanym bez pamięci, szczęśliwie lub nie, niekochającym wcale miłością romantyczną, ale kochających po prostu ludzi, wszystkich Was witam.
Na dzisiaj, na to ostatnie pół godziny drobna rozprawa o niepoznanym zakątku duszy.
,, Siedział na werandzie, gdy wszyscy w środku domu już spali. Ani kurtka ani polar ani nawet jego ulubiona wełniana czapka nie dawały mu tyle ciepła, aby ogrzać go choć trochę w tę mroźną, zimową noc. Nie wziął zegarka, ale podejrzewał, że było między trzecią a czwartą, bo niebo stawało się coraz bardziej czarne i tylko te małe, iskrzące punkty, którymi było usłane, rozjaśniały jego nieskończoność. Przed jego oczami roztaczał się widok na zaśnieżone zbocze, w oddali gdzieś widział tylko ciemność, w miejscu, gdzie za dnia rysowały się surowe szczyty. W dużych słuchawkach usłyszał ,,Czarny blues o czwartej nad ranem'' i jeden z kącików jego ust lekko drgnął. Idealna pora na to, by trwać w zamyśleniu, marznąć do szpiku kości, pomyślał. Mróz trzymał tak mocno, że drewniana poręcz pokryta szronem zaczęła skrzyć się i mienić. Zapatrzony najpierw w przestrzeń, teraz dostrzegł, jak szron zaczyna malować przepiękne wzory na oknie i jak ta zwykła, drewniana poręcz zamienia się choć raz w srebro. Wstał i wziął garść śniegu w dłonie. Śnieg był sypki i nie dawał się lepić, przesypywał się przez jego palce, a on właśnie teraz, o między trzecią a czwartą żałował tego najbardziej na świecie. Żałował, że nie może ulepić z niego kuli i rzucić nią, daleko przed siebie. Liczył, że to wyładuje całą jego złość, cały gniew, który w sobie zbierał przez te wszystkie lata. Śnieg. To on wszystko zaczął. Przecież kiedyś mówił, że go nienawidzi, że nie znosi czapek i kapturów i nie znosi, kiedy on pada, bo jego włosy zaczynają żyć wtedy własnym życiem. Cicho parsknął śmiechem na myśl o czapce na swojej głowie, na której włosy teraz są zbyt krótkie, by się kręcić. Mimo wszystko, pamiętał, gdy mówił Jej, że nienawidzi śniegu. Ile oddałby teraz, aby stać tam gdzie kiedyś wypowiedział te słowa, w padającym śniegu, byleby tylko na przeciw niego stała Ona. Pamiętał jak dziś, że była inna. Była zupełnie odmienna niż cały otaczający świat, była wrażliwa, wszędzie ze swoim wielkim notesem, w którym spisywała wiersze i sentencje, była słodka i nieporadna, a jednocześnie zdecydowana, bo ona również go chciała. Chciała go tak bardzo, jak on nigdy nie przestał i, co teraz wydało się boleśniejsze niż lodowata garść śniegu trzymana zbyt długo, nigdy nie chciał. Pamiętał, jak całowała jego zmarznięte usta swoimi, równie zimnymi, zaróżowionymi od chłodu i naciągała mu kaptur na głowę. W środku nocy, właściwie już nad ranem, teraz właśnie zapragnął poczuć się tak, jak wiele lat temu. Jak już nigdy później się nie poczuł. Między trzecią a czwartą, gdy niebo było najciemniejsze. Gdy nic nie miało koloru jej oczu.''
A.Iwanek
trzymajcie się słodko. Andrew Belle - In my veins