Szklane oczy w szklanej pustce
jak stalowy połysk zimne
stal jak ostrze wbita
w niebo
Jak zaszyte i zacięte
i tak kruche, nierealnie
Nie naturą są, nie jawą
ani snem choćby w połowie
Nie istnieją dla mnie chociaż
w swej materii są i iskrzą
Szklane oczy w szklanej pustce
zbyt odległe, choć tak blisko.
Nie wiem, wrzucam, bo przyszła mi jakaś dziwna wena. Właściwie kolejny raz doświadczam tego nieprzyjemnego uczucia, że moje pisanie idzie na marne, a ja nie umiem sklecić nawet zdania w lepszy sposób niż dziesięciolatka (nie obrażając dzieciaków absolutnie). Podejrzewam, że absolutny brak tej jakże przydatnej umiejętności jaką jest bogato ukwiecone pisanie tekstów nie jest spowodowane kolejny raz brakiem weny, a niestety brakiem UMIEJĘTNOŚCI TEJŻE. Smutno? Już nawet nie. Ostatecznie stwierdzam też, że blog nie jest miejscem do wylewania swoich żali i słabości, do dzielenia się swoją duszą,a raczej jej najgłębszymi zakamarkami, do spowiadania się ludziom ze swoich dokonań, osiągnięć, celów. Postanawiam, że od teraz będę poruszać tematy absolutnie uniwersalne, ponieważ ostatnio nieco się rozbestwiłam z wypisywaniem na temat moich prywatnych walk o siebie i takie tam głupoty. Właściwie nie wiem o czym chcielibyście czytywać, czego Wam brakuje, postaram się jednak szukać w swoim otoczeniu, a potem opisywać. Szukać, szukać szukać! Nie lubię pisać o sobie, a tym bardziej opowiadać (moi bliscy doskonale wiedzą, że ciężko ze mnie wyciągnąć cokolwiek) i nie wiem dlaczego tak bardzo robiłam to dotychczas na swoim blogu.
Uważam, że mój brak kreatywności w doborze tematów można tłumaczyć wywodem powyżej. Już, poużalane nad sobą, teraz muzyka.
I nie użalajcie się nad sobą jak ja w ten wieczór. Ktoś gdzieś zawsze czeka i ciągle jest, popatrz w niebo i pomyśl, że ten ktoś też patrzy. Poczuj, że patrzycie wspólnie i to Was łączy.