modę wyłącz, raz!

   Witajcie moi mili czytelnicy. Piszę dzisiaj, pomimo, że aktualnie ze zmęczenia patrzę tylko na jedno oko, a moje napięcie mięśniowe powoli uchodzi w niebyt. Piszę, bo nasunęło mi się parę przemyśleń, których ani razu tu jeszcze nie poruszyłam, a które zasadniczo jest to częścią naszej codzienności - UBIÓR.

   Nie do końca wiedziałam, jak mam zacząć, ponieważ w dziedzinie mody jestem raczej żadnym ekspertem, a same style ubierania raczej mnie nie interesują - posiadam swój własny, który w moim odczuciu jest dla mnie odpowiedni. Pojawiające się ostatnio (chociaż być może przesadzam z tym ,,ostatnio'') zjawisko "ataku klonów" na ulicach po części skłoniło mnie do poruszenia tego tematu. Gdzie się nie odwrócić, widać kurtki typu anorak (cholera wie o co chodzi) z pseudoskórzanymi wstawkami/rękawami, czarne lakierkowe botki ze złotymi wstawkami, skórzane spodnie, vansy, air-maxy, plecaki wiszące na tyłku i absolutna plaga czapek a'la Pan Żul Zbynio z napisem BOY lub tego typu. Moje jedno jedyne pytanie brzmi ,,O co Wam chodzi?'' Zawsze wydawało mi się, że poprzez swój ubiór ma się możliwość wyrażenia siebie, swojej osobowości, czasami buntu. Czyżbym się myliła? Oczywiście, na przestrzeni jakiś dziesięciu lat udawało mi się zaobserwować wszelakie ,,mody i modeczki'', których wpływom ludzie ulegali mniej lub bardziej. Jednakże z biegiem lat urosło to do tak znaczącej skali, że stało się wręcz przejaskrawione i nienaturalne. Podczas jednej randomowej przechadzki chociażby przysłowiową kielecką "Sienkiewką'' można zaobserwować jednakowo przyodziane postacie, przechadzające się pojedynczo czy też masowo, a jeśli w tym drugim przypadku, to ma się niezrównane poczucie przebywania w Matrixie - klony, klony są wszędzie. Chcę właściwie dowiedzieć się, dlaczego ta już wręcz obcesowa moda staje się dla młodych ludzi sprawą tak wielkiej wagi? Chęć przynależenia do grupy, akceptacji w swoim środowisku rówieśniczym? Co prawda nie jest nowością, iż aby zyskać uznanie wśród kolegów i koleżanek, ludzie potrafią zrobić naprawdę wiele. Chęć przypodobania się,a raczej głębiej położona chęć bycia akceptowanym to jedna z ważniejszych potrzeb, by człowiek czuł się spełniony. Mimo to, dlaczego moi mili, dlaczego? Bo bloggerki (modowe trendsetterki ostatniego pokolenia) zakochały się w firmie ,,Chłopiec'' (hm, po polsku już nie brzmi tak spektakularnie, nie? Nie nosiłybyście czapek z takim napisem ;) Bo ona to kupiła, więc muszę mieć takie samo? A gdzie jest jakaś indywidualność, własna inwencja na to, by wyglądać dobrze i czuć się dobrze, by nie sugerować się pustą potrzebą posiadania, dla przykładu, air-maxów, bo mają je wszystkie koleżanki i koledzy (swoją drogą nieźle nabiliście kabzy firmie Nike) i jak dotąd Twoje życie jakoś leciało, tak teraz życie bez nich jest marną egzystencją? Czy to naprawdę takie ważne, by mieć, a nie być? 
    
  Oczywiście, rozgadałam się, jak zawsze. Dawno nie napisałam postu z prawdziwego zdarzenia, a nie takiego o dupie marynie, dlatego chciałam dostarczyć Wam odrobinę świeżyzny. Proszę o komentarze, proszę o opinie, ale przede wszystkim proszę o przemyślenia (choć to może mało refleksyjny temat), bo Wasze wypowiedzi to dla mnie ciekawy rodzaj wymiany poglądów! Uff, dobrnęliście tu? W nagrodę Adele- Hometown glory