1826 dni - podsumujmy.

     Hej robaczki miłe, witam. Po jakże przyjemnym, raczej spokojnym tygodniu chcę znów uraczyć Was porcją jakiś ciekawych ,,smaczków'', cobyśmy wszyscy nie zdziadzieli od czytania tylko internetowych Tablic. Oczywiście ja jak to ja, na czytanie książek nie znajduję zbyt wiele czasu, ponieważ jeżeli znajduję, zaniedbuję wszystko inne łącznie ze spaniem, jedzeniem, a przede wszystkim nauką. Ale może Wam udało się ostatnio przeczytać coś dobrego z gatunku kryminał lub fantastyka, ewentualnie coś z sensacji, a uważacie to godnym polecenia? Podrzućcie coś, bo czytanie o RKO albo zaawansowanych medycznych czynnościach ratunkowych potrafi człowieka czasem wykończyć. 

    Siedząc sobie ostatnio i jak zwykle zbyt wiele czasu poświęcając na myślenie, zatrzymałam się na pewnym fakcie: różnice pokoleniowe. Zorientowałam się, że mimo, że jestem zupełnie młodą osobą, nie potrafiłabym chyba dogadać się z jakimkolwiek losowym gimnazjalistą. Nie wiem, czy jest to spowodowane innością ich sposobu wypowiadania się czy może moim osobistym steryczeniem, chociaż o to siebie nie podejrzewam, mimo wszystko jednak nawiązanie dla mnie wspólnego języka z czternastolatkiem/ czternastolatką mogłoby się okazać... Niemożliwe. Dobra, powiedzmy, że od paru lat kieruję się tym, że nie ma niczego, co jest niemożliwe (trzeba realizować najszybciej, jak się da), i wiecie co, chciałabym zrozumieć młodzież. Sama załamuję się swoimi słowami, bo brzmię jak rodzic/nauczyciel/tym podobni, ale po prostu nie przypominam sobie, aby 6 lat temu, gdy byłam jeszcze miłą, śmieszną nastolatką, byśmy mieli takie, w sumie trudno mi to nazwać, zapędy do dorosłości. Kolejny raz powrócę do ostatnio poruszanej kwestii, mianowicie chęci bycia akceptowanym przez grupę. W okresie dojrzewania to chyba to jest najważniejszym elementem poczucia szczęścia, spełnienia. I wtedy pojawiają się te wszystkie rzeczy, których się bardzo chce spróbować, ponieważ nie są dozwolone, ale wszyscy i tak próbują. Może to tylko ja i moje środowisko żyliśmy tak, że nie przypominam sobie, by były sytuacje upijania się do nieprzytomności, seksu, narkotyków, a nasze imprezy były wesołe, bo mogliśmy się spotkać i pośmiać, a nie dlatego, że mogliśmy ,,obalić flaszkę''. Były dyskoteki w szkołach(które wspominam lepiej niż dobrze) zamiast klubów , były ogniska zamiast piwnych plenerów, wycieczki rowerowe zamiast stania pod blokiem. Może to tylko ja jestem taka ,,wymuskana'' i jak to mawiają, ponieważ to takie na czasie, nieobyta w świecie imprez. Wiecie co? Nie rozumiem, ale dlatego, że patrzę z innej perspektywy. Muszę przyznać, że od tamtego czasu wiele zmieniłam w sobie, a zatem i mój punkt widzenia też uległ zmianie - myślę więc, że nie można generalizować, jak wtedy tak i dzisiaj. Ja nigdy nie byłam taka jak inni, dlatego uważam, że teraz też nie wszystkie te dzieciaki są złe. Poza całą tą rozprawą, nikt nie jest zły sam z siebie. To tylko brak uwagi w domu i nadmierna uwaga towarzystwa sprawiają, że niszczymy w sobie to, co lubimy najbardziej, na rzecz tego, przez co będziemy uznani za członka grupy. 

Moi mili, zapraszam do dyskusji w komentarzach, bardzo chętnie wysłucham Waszych opinii. Dla Was dzisiaj jak zwykle ode mnie muzyka. SDM - już nigdy nie będziemy kochać tak jak wtedy (bo przecież nic nie będzie dla moich rówieśników takie, jak było kiedyś) Say something - A Great Big World (feat. Christina Aguilera) i coś z propozycji znajomych. Enjoy!