Siedząc sobie ostatnio i jak zwykle zbyt wiele czasu poświęcając na myślenie, zatrzymałam się na pewnym fakcie: różnice pokoleniowe. Zorientowałam się, że mimo, że jestem zupełnie młodą osobą, nie potrafiłabym chyba dogadać się z jakimkolwiek losowym gimnazjalistą. Nie wiem, czy jest to spowodowane innością ich sposobu wypowiadania się czy może moim osobistym steryczeniem, chociaż o to siebie nie podejrzewam, mimo wszystko jednak nawiązanie dla mnie wspólnego języka z czternastolatkiem/ czternastolatką mogłoby się okazać... Niemożliwe. Dobra, powiedzmy, że od paru lat kieruję się tym, że nie ma niczego, co jest niemożliwe (trzeba realizować najszybciej, jak się da), i wiecie co, chciałabym zrozumieć młodzież. Sama załamuję się swoimi słowami, bo brzmię jak rodzic/nauczyciel/tym podobni, ale po prostu nie przypominam sobie, aby 6 lat temu, gdy byłam jeszcze miłą, śmieszną nastolatką, byśmy mieli takie, w sumie trudno mi to nazwać, zapędy do dorosłości. Kolejny raz powrócę do ostatnio poruszanej kwestii, mianowicie chęci bycia akceptowanym przez grupę. W okresie dojrzewania to chyba to jest najważniejszym elementem poczucia szczęścia, spełnienia. I wtedy pojawiają się te wszystkie rzeczy, których się bardzo chce spróbować, ponieważ nie są dozwolone, ale wszyscy i tak próbują. Może to tylko ja i moje środowisko żyliśmy tak, że nie przypominam sobie, by były sytuacje upijania się do nieprzytomności, seksu, narkotyków, a nasze imprezy były wesołe, bo mogliśmy się spotkać i pośmiać, a nie dlatego, że mogliśmy ,,obalić flaszkę''. Były dyskoteki w szkołach(które wspominam lepiej niż dobrze) zamiast klubów , były ogniska zamiast piwnych plenerów, wycieczki rowerowe zamiast stania pod blokiem. Może to tylko ja jestem taka ,,wymuskana'' i jak to mawiają, ponieważ to takie na czasie, nieobyta w świecie imprez. Wiecie co? Nie rozumiem, ale dlatego, że patrzę z innej perspektywy. Muszę przyznać, że od tamtego czasu wiele zmieniłam w sobie, a zatem i mój punkt widzenia też uległ zmianie - myślę więc, że nie można generalizować, jak wtedy tak i dzisiaj. Ja nigdy nie byłam taka jak inni, dlatego uważam, że teraz też nie wszystkie te dzieciaki są złe. Poza całą tą rozprawą, nikt nie jest zły sam z siebie. To tylko brak uwagi w domu i nadmierna uwaga towarzystwa sprawiają, że niszczymy w sobie to, co lubimy najbardziej, na rzecz tego, przez co będziemy uznani za członka grupy.