Witajcie czytelnicy,
młodzi i starzy, weseli i smutni, a właściwie witam Was wszystkich, bo jesteśmy
tacy, na jakich się czujemy, prawda? Wczoraj przeczytałam gdzieś znów (i
oczywiście znów to były mądre Internety), że jesteśmy bardziej skłonni do tego,
by dawać dobre rady innym, niż samym sobie. Ech, mam wrażenie, że mnie
przydałoby się parę dobrych rad, natomiast jak mówi ta mądra zasada, sama nie
potrafię ich sobie udzielić. No nic, o tym kiedy indziej. A tymczasem…
,,Rozmowa z
drugim człowiekiem’’. Przedstawiam Wam niezbyt zgrabnie, acz dosadnie
skonstruowany temat, o którym każdy z nas chyba wie, zna, ale nie do końca
rozumie. Ilu z Was siedzi teraz na komunikatorach internetowych, z telefonem
tuż obok, otoczonych elektroniką i… ciszą, tak na dobrą sprawę. Nie jestem
święta, piszę o tym, ponieważ sama często łapię się na tym, że tak właśnie jest
– zamiast w piątkowy wieczór wyjść ze znajomymi na przysłowiowe piwo, kawę, soczek,
siedzę na kanapie z laptopem na kolanach i komunikuję się ze światem tylko za
pomocą klawiatury. Ostatnio jednak zaczęłam doświadczać ,,dziwnego rodzaju
samotności’’, chandry, która dokucza mi coraz bardziej. Właściwie można by to
nazwać tytułem książki Janusza Leona Wiśniewskiego ,,Samotność w sieci’’. Zastanawiam
się często, jak wielu z moich znajomych i nieznanych mi
czytelników udaje szczęśliwych, towarzyskich, zajętych, podczas gdy wszystkie
ich przyjaźnie, znajomości polegają jedynie na internetowych pogawędkach lub
telekonferencjach? I najbardziej bawi mnie to pytanie, gdy ktoś wchodzi do
kawiarni/restauracji ,,Czy macie Wi-Fi ? ‘’ To przyszliśmy pogadać, bo nie
widzieliśmy się jakieś 3 lata, czy posiedzieć na fejsiku? Mierzi mnie fakt, że wszystko co chcemy sobie
przekazać, wylewamy na wirtualne tablice. Nie jestem lepsza. Często, gdy nie
umiem czegoś powiedzieć wprost, wrzucam tam piosenki lub moje ,,mądre’’ ,
bardziej lub mniej, przemyślenia. A tak naprawdę potrzebuję tylko zwykłej
rozmowy, spojrzenia komuś w oczy, czyjejś obecności, śmiechu lub łez. Może nie
piszę o tym teraz w taki sposób, jakbym chciała, ale… czasem tylko obecność
wystarczy, by nastrój zmienił się diametralnie, na dobre lub złe. Powiesz, że
nie widzisz sensu zmiany na złe? Cóż, patrząc na wszystko to zawsze jakaś
zmiana, w przeciwieństwie do ciszy pokoju, wypełnianej odgłosem stukających
klawiszy. Już pisałam wcześniej o tym, by otworzyć się na ludzi, pomóc komuś,
by dać pomóc sobie. Bo czym można nazwać rozmowę? Leczeniem duszy. Nawet, jeśli
jesteś kimś takim jak ja, kimś, kto nie lubi zwierzać się nikomu z niczego w
przeświadczeniu, że sama poradzę sobie najlepiej – wyjdź z domu. Wyjdź, zadzwoń
do kogoś, za kim tęsknisz, kogo potrzebujesz, poproś o spotkanie, rozmowę,
obecność, o spacer w ulubione miejsce, poproś go o ciszę w jego towarzystwie. Nie
zgodzi się? Nie da rady odmówić tak szczerej prośbie. Szukaj, działaj i żyj w
realnym świecie, nie w osławionych Internetach, gdzie wszystko jest idealne, doskonałe,
a wszyscy odważni i tacy prawdziwi.
Po moim
wywodzie, o którego stylu nie będę się wypowiadać, bo po raz kolejny na myśl
przychodzi mi styl pisarski ziemniaka, chciałabym jeszcze zapytać Kielczan: co
myślicie o ,,Literatce’’ ? Nowy lokal na rynku, w miejscu po ,,Czterech
stronach świata’’ (gdzie, nota bene były genialne naleśniki i już żałuję, że
tego miejsca nie ma), przy wejściu wygląda, teoretycznie, zachęcająco, na
ścianie na wprost wejścia kusi wymalowany, humorystycznie napisany regulamin
lokalu, ale po wejściu.. Oj, ciężko się rozczarowałam. Podobno wnętrze i idea
miejsca miały nawiązywać do lokali z lat 40, a to co zobaczyłam to mniej więcej
parę stolików i starych krzeseł rodem z PRL, dziwny bar i niespecjalnie życzliwe
spojrzenia obsługi. Jak weszłam, zachęcona regulaminem tak błyskawicznie
opuściłam to dziwne miejsce i raczej tam nie wrócę. Raczej? Czekam na Wasze
spostrzeżenia. Oczywiście na koniec muzyka, jak zawsze Mumford&Sons - I will wait