Cześć, witam po pięciodniowej przerwie wszystkich czytelników. Nie jestem do końca pewna, czy to dobry wieczór na wpis, ponieważ moje ciało jest maksymalnie obolałe i osłabione, a dzisiaj robiąc kolejne ćwiczenie popłynęły pierwsze łzy niemocy, ale myślę, że to już czas najwyższy się do was odezwać. Czuję, że nadchodzą studia znów... O zgrozo,czemuż. Z drugiej strony niezmiernie cieszy mnie fakt, że drugi rok to zajęcia praktyczne, dalsza praca w pracowni symulacji medycznej a także możliwość wypróbowania nowego symulatora karetki <3 Nie narzekam, czekam więc mimo przerażenia nawałem obowiązków.
Nie wiem czym mogę Was teraz zaskoczyć i o co zapytać. Wiem jedno, moje zmagania ze sobą powstrzymują mnie przed nadmierną ilością myśli, które nie są mile widziane w mojej głowie o tej porze roku. Trudniej jest znosić rozterki i melancholie, gdy za oknem pada, a wilgoć wzmaga tylko uczucie pustki i rozdrażnienia. Zastanawiającym jest dla mnie fakt, jak silne potrafią być czasem te refleksje, że wracając do nich utwierdza się w przekonaniu, mimo że zna się swój błąd,rozumie go, to gdy pojawi się chociaż cień szansy odbudowania tego, co było, ludzie łamią się jak cienki lód, kruszeją i słabną, pozwalając sobie na chwile zawahania, a potem na wiarę w to, że ktoś jednak tęskni, że ktoś jednak chciał, że marzył tak jak oni marzyli o tym jednym momencie na tysiąc. Melancholie potrafią targać człowiekiem wiele lat, doskwierać i jątrzyć się niczym niezaleczona rana, która raz rozdrapana może pozostawić paskudną bliznę i powodować ból docierający bardzo głęboko pod pancerz stworzony jako ochrona przed zgubnymi wspomnieniami. Czy da się tak szukać, wiedząc, że się nie odszuka?
Przedziwny wpis, siedzę tu i jest późno, czuję jakiś nieopisany przypływ endorfin i pojawiły się one nie tylko dlatego, że przełamałam dzisiejszy kryzys. Dobrze jest znów oddychać w stu procentach. Na późną już noc (00:00) mam dla Was Indios Bravos - Dziś to wiem
„...żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy do niej strzelać z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza - wie, jak przeżyć. Potrafi znaleźć sobie drogę do wolności i zaskoczyć nas, pojawiając się, kiedy jesteśmy już cholernie pewni, że umarła, albo, że przynajmniej leży bezpiecznie schowana pod stertami innych spraw...”