,,Jest takie spojrzenie, które nigdy nie gaśnie, taki dotyk, który nigdy nie przestaje trwać. Jest tylko jeden taki pocałunek, którego smaku nigdy się nie zapomina. Są takie miejsca, które zawsze będą tylko z przeszłości. W każdym sercu jest taka miłość, która nigdy nie przemija.''
Oto, co znalazłam przeszukując kolejny z wielu razy swój kochany folder zaśmiecony różnego rodzaju łzawymi historyjkami na temat mojego i każdego innego życia. Człowiek coś pisze, stara się żeby brzmiało mądrze, artystycznie, może nawet jak napisane wielkim piórem, ale cóż, zimny kubeł wody prosto w twarz i wnętrze zbyt niecierpliwej głowy. Myślę, że to naprawdę nie jest ani czas ani miejsce na wylewanie gorzkich żali, w związku z tym na dziś...To chyba tyle.
Podupada moja nadzieja na to, że pojawicie się na moim blogu. Chyba jednak niespecjalnie umiem pisać. Optymistycznie dziś nie jest, ale cóż, mój artyzm i subtelność wypowiedzi zapodziały się gdzieś razem z doskonałym samopoczuciem, a wszystko przez zbędny natłok myśli, które nieustannie dążą do tego, by mnie skompromitować przed sobą samą po raz setny.
Moja frustracja, lekkie podenerwowanie,a nawet rzec by można, rozdrażnienie sprowadzają się, nieodmiennie, do przemyśleń, ponieważ jak wiemy noc ( a za noc uważam godziny mniej więcej 23-6) nie jest od tego, by smacznie owijać się w kokon w swoim osobistym lub też cudzym łóżku, ale od tego, by snuć rozległe plany, rozmyślania, zbędne scenariusze, które nie mają prawa się zdarzyć, a potem wyśnić je sobie, gdy już przypadkiem wpadnie się w pułapkę ołowianych powiek, wyśnić je tak, by rano nie znosić przebudzenia. Czy tylko ja jestem filozofem i Panią swojego losu wtedy, gdy cały świat (dobra,przesadziłam, ze względu na strefy czasowe, to niemożliwe) kulturalnie lub też mniej grzecznie spoczywa sobie gdzieś, zamykając się w objęciach Morfeusza? Nie, jest tu na pewno nie jedna osoba, która wie jak powiedzieć drugiej o swym długoletnim uczuciu, jest też taka, która jest mistrzem riposty podczas, gdy sam sobie jest mówcą i słuchaczem, jest też pisarz-amator, którego wspaniałe pomysły zawsze rozmywają się z nadejściem poranka... Dlaczego za dnia zawsze jesteśmy z czymś ,,za bardzo'' ? Za bardzo zajęci, za bardzo zmęczeni, za bardzo zabiegani, za bardzo rozkojarzeni? Ponieważ zamiast wykorzystywać dobrodziejstwo zegara dobowego, naturalnego związku, który wraz z zapadaniem zmroku produkowany jest w naszym organizmie dla spokojnego, leczniczego snu i chęci posiadania paru godzin tylko dla siebie i zdrowia własnego organizmu wolimy przebywać w beznadziejnym stanie zawieszenia, rozbudzenia, które rzutuje potem na całe nasze funkcjonowanie. Nie, ależ po co być wyspanym i szczęśliwym, skoro w nocy możemy zaplanować sobie całe nasze życie, dialogi, sytuacje, a później nigdy nie dopuścić ich do skutku? To jest właśnie moja frustracja.
na koniec nie wypowiem słowem to co czujesz, to co wiesz i EVERYTHING