Ponieważ wczoraj wrzucałam pierwszą część opowiadania o Anastei, pomyślałam, że na pewno znalazło się chociaż pół osoby, które chciałoby przeczytać kolejny fragment.
A i standardowo coś ode mnie. Zastanawiam się jak to jest, że na dworze jest pięknie, pogoda sprzyja pozytywnemu nastawieniu, a w mojej głowie jedyną myślą jest to, że nie mam z kim iść pogapić się w niebo i pomilczeć - może ludzie w moim mieście mnie nie tolerują, nie lubią, udają, że zapomnieli o mnie? Z kim lubicie milczeć? Piszcie.
Muzyka na dzisiaj? If you want me
okrutna melancholia.
Tysiąc gwiazd- cz.2
Nie była. Zza omszałego grobu,
przed którym wyrastała ogromna stara brzoza, tej nocy niewzruszona choćby
lekkim podmuchem wiatru, stał Gragon, główno dowodzący zwiadowców w klasztorze
Agri Can. Wysoka, barczysta postać skryta teraz za niewysokim murem zastygła w
bezruchu, bacznie obserwując potajemną schadzkę nowo zaprzysiężonej w szeregi
zakonu Agri Can łowczyni i znanego w całym Księstwie czarodzieja, Kavira. Kavir
okrzyknięty został nadzieją na ocalenie przed Rumfalem, demonem który zbudzony
po wielu latach przez nieostrożne grupy zafascynowanych staro dziejowym
okultyzmem fanatyków sparaliżował miasto wysyłając swoje podziemne istoty,
anfiry, bestie o czarnych pustych oczach i wyglądzie młodych, czarujących
kobiet, aby rzucając urok na młodzieńców i dorastające dziewczęta porywać je w
zastępy Cienia. Starzy mędrcy i znachorzy powiadali z przerażeniem w głosie, że
Rumfal przygotowuje armię, które miałyby omamić setki, może nawet tysiące
młodych ludzi, a później doprowadzić do stworzenia nowego gatunku. Gatunku,
który kiedyś już istniał i który może się odrodzić jedynie za sprawą młodych.
Legenda głosi, że anfiry w czasie najkrótszych nocy letnich mogły przemieniać
się w swoje formy ostateczne – wysokie szponiaste postacie o niebieskawej,
cienkiej jak pergamin skórze, spod której prześwitywały naczynia wypełnione
czarną krwią, o tych samych pustych i zimnych oczach bez powiek, błyszczących
malachitowym blaskiem i znamionach dawnego ludzkiego wyglądu, tłumionych jednak
przez okrutną aurę, jaką roztaczały wokół siebie. Te bestie miały tylko jeden
cel – osuszyć człowieka ze wszystkich wspomnień, emocji i całej miłości.
Uczucia zmieszane później z odpowiednimi zaklęciami miały stanowić główny oręż
Rumfala, niezniszczalny i najsilniejszy, jakim mógł dysponować. Miało mu to zapewnić władzę nad ludźmi,
wyzutymi ze wszelkich uczuć, skłonnymi zrobić dla niego wszystko.
Gragon musiał wiedzieć. Musiał
wiedzieć czy możliwe jest to, co od dłuższego czasu przypuszczał. W końcu od
wieków w zakonie nie zdarzyła się podobna sprawa – łowczyni pretendująca do
szybkich awansów na obiecujące stanowisko zabójczyni, obdarzona niezwykłym
zmysłem orientacji , a przede wszystkim darem przeczuwania nadchodzących zdarzeń,
oraz on, wywodzący się z rodu o tradycjach czarodziejskich, zarezerwowany
służbie ludziom, nie poddający się wpływom otoczenia a tym bardziej zobowiązany
do obojętności na własne uczucia. Czy możliwy byłby zatem ten niedorzeczny
romans? Gragon nie dopuszczał do siebie tej myśli. Nie chciał pogodzić się z
tym, że Anastei mogła poszukiwać szczęścia poza murami zakonu, podczas gdy on
od samego początku, gdy tylko zjawiła się jako nowicjuszka na szkoleniach z
walk, które nadzorował, zakochał się w jej białej skórze i czarnych jak krucze
pióra, sięgających do pasa włosach, splecionych najczęściej w długi warkocz, w
który wplatała często długie, kolorowe wstążki w barwach zakonu. Oczarowany jej
wdziękiem patrzył, jak pozornie drobna postać sprawnie i szybko, bez
najmniejszego trudu rozpruwała słomiane kukły, jak doskonale celowała z łuku do
drewnianych tarcz, a jej warkocz jak błyskawica przecinał powietrze, zlewając
się z powiewającymi sztandarami w kolorze purpury i złota. Słyszał czasem jej
dźwięczny, głęboki głos, którego sam tembr przyprawiał go o dreszcze, których
Grogan jednocześnie się wstydził i uwielbiał to powracające uczuci, gdy słyszał
jej podniesiony ton, mocny i głośny, gdy nawoływała siostry do wspólnych
ćwiczeń, upominała którąś z nich. Jednak najpiękniejszy dla niego był jej
perlisty śmiech. Gdy śmiała się wśród tłumu, odwracał głowę do okna w swojej
wieży i cieszył oczy widokiem jej rozświetlonej twarzy i słuchając jej śmiechu
jak najpiękniejszej muzyki. Z każdym dniem coraz bardziej obawiał się tej
jednostronnej zażyłości i kiedy tylko na kolejnej przepustce do miasta Pallo
zdarzało mu się odwiedzać różne miejsca, a noce spędzać w towarzystwie
kolejnych pięknych dam, za każdym razem łapał się na rozmyślaniach o Anastei,
leżąc w łóżku w towarzystwie innej młodej kobiety. Jego wybranki zawsze były
piękne, młode i błyskotliwe, ponieważ Gragon poszukiwał w nich kogoś, kto
mógłby mu zastąpić czarnowłosą łowczynię, jednak żadna nie była w stanie
prześcignąć jej intelektem czy urokiem. Za każdym razem uparcie wpatrywał się w
ich oczy, szukając fiołkowego, figlarnego refleksu, który zawsze widział w
spojrzeniu Anastei, gdy uśmiechnięta łowczyni machała do niego w czasie
ćwiczeń, i zawsze potem czekając na sen w dusznych izbach na poddaszu jednej z
karczm czuł tę niepohamowaną tęsknotę.
cdn.