Ponieważ znajduję się w dziwnym punkcie życia, trochę mi samotnie wieczorami, trochę za dużo patrzę w gwiazdy, bo znów wyszły zza chmur w moim małym zakątku świata i trochę za dużo słucham muzyki, której gatunków nie potrafię zliczyć (choć dumna jestem, że to nie muzyka, którą można spotkać w każdej stacji radiowej) to sama nie wiem czy na razie mam wenę, by opublikować coś więcej niż zwykły post i polecić wam jeden z utworów, które troszkę rozkładają na kawałki, a troszkę drążą w refleksyjnej części duszy, zmuszając do myślenia (?), zadumy, nie wiem, bo chyba nie jestem ekspertem od ludzkich uczuć i doznań - zresztą każdy dostrzeże coś innego. Z reguły jednak lubię słuchać muzyki, która odzwierciedla moje aktualne przemyślenia, zawsze odwołuję się do tekstu, choć są również w mojej kolekcji muzycznej kawałki, w których słów brak, a przesłanie jest tak klarowne i nieskazitelne, że nie da się go nie zauważyć.
Powiedzcie mi, czy łatwo zapomina się o ludziach, których przypadkowo poznaliście w swoim życiu? Pytam, ponieważ ciekawi mnie jak patrzą na to inni - czy czasem nie jest tak, że jedna, przypadkowo poznana osoba może zostać w głowie na całe życie i choćby nie wiem co i kto, to ona zawsze będzie w tym jednym, nienaruszonym miejscu. Co o tym sądzicie?